-skarbie..lepiej już?- zapytał z przejęciem Harry, leżąc obok mnie i głaszcząc po brzuchu
-tak, już jest ok. Nie martw się.
-to przez ten stres. Nie możesz się tak denerwować. Od teraz odpoczywasz i robisz jak najmniej. A jak już będziemy w Londynie to pójdziemy do lekarzy, żeby zobaczyć, czy z naszym maluszkiem wszystko w porządku.
-ale po co mam iść do lekarza? Na pewno wszystko dobrze.. to po prostu przez nerwy.
-pójdziesz do lekarza i koniec dyskusji. A teraz jeśli chcemy zdążyć na samolot to powinniśmy się zbierać.
Faktycznie było już dosyć późno, więc Harry szybko spakował nasze rzeczy. Nie pozwolił mi nic robić. Dobrze, że chociaż pozwolił mi samej wyjść z hotelu. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na niedaleko położone lotnisko. Gdy dolecieliśmy w Londynie była 2.00 w nocy. Przyjechaliśmy do domu i od razu poszliśmy do sypialni. Momentalnie zasnęłam wtulona w Harry'ego.
KILKA DNI PÓŹNIEJ..
Z każdym dniem coraz ciężej jest mi z tą sytuacją. Wiem, że w tym momencie jestem pozostawiona sama sobie. Wiem, że jest ze mną Harry, który mnie wspiera, ale mimo wszystko, czuję się źle. W głowie cały czas mam słowa mojej mamy. Wiem, że to co mówiła nie jest prawdą i wiem, że Harry nigdy by mi czegoś takiego nie zrobił, ale boję się przyszłości. Cholernie się boję tego co będzie.
Siedziałam sama w mieszkaniu i nie miałam co ze sobą zrobić. Postanowiłam trochę posprzątać. Musiałam wykorzystać moment, w którym nie ma Harry'ego, bo on nie pozwala mi się ruszać z łóżka. Zaczęłam od kuchni. Nie było tam za specjalnego bałaganu, więc szybko przeszłam do łazienki. Wycierałam kurz i układałam w szafkach gdy natknęłam się na małe opakowanie. Dobrze wiedziałam, co znajduje się w środku, ale mimo wszystko je otworzyłam. Wyjęłam srebrną, błyszczącą żyletkę. Przez kilka minut wpatrywałam się w nią próbując ogarnąć myśli. Chciałam ulżyć sobie i innym. Opierając się o krawędź wanny przyłożyłam ją do wewnętrznej strony lewej ręki i zrobiłam pierwszą niegłęboką rysę, ale to nie był pożądany efekt, więc zrobiłam kolejną znacznie głębszą. Krew zaczęła spływać po ręce i kapać na beżowe kafelki. Każda kolejna była coraz mocniejsza i wykonana z większą ilością emocji. Krew i łzy mieszały się na wysokości szram i razem skapywały na podłogę. Kolejna, kolejna, kolejna rysa, aż do momentu gdy ktoś energicznym ruchem wyrwał mi narzędzie.
-Co ty kurwa robisz?!- wykrzyczał mi w twarz Harry
Nic nie powiedziałam. Po prostu nie byłam w stanie. Byłam wyczerpana. Złapałam tylko jego rękę i patrząc w jego oczy wyszeptałam:
-przepraszam.. ja nie chciałam, ale to była silniejsze ode mnie..
-i co?! Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! Przepraszam?!
-to było pod wpływem chwili..
-pod wpływem chwili mogłaś się zabić!- krzyknął na mnie Harry i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami. Tak po prostu wyszedł i mnie zostawił. Chciałam wybiec za nim, ale nie miałam siły. W połowie korytarza zatrzymałam się i zsunęłam po ścianie. Podkuliłam nogi i schowałam twarz w dłoniach. Ręka cały czas mi krwawiła brudząc przy tym moją, białą koszulkę. Łzy na twarzy, a na rękach i ubraniu krew. Nie miałam siły i ochoty na nic. Tylko płacz, który mnie jeszcze bardziej męczył.
Nie wiem ile tak siedziałam. Może to było 10 minut, a może 3 godziny. Nie wiem. Nie myślałam o czasie.
Ciszę przerwał mi dźwięk otwierających się drzwi. Wszedł Louis z Patrycją.
-Boże! Co się stało?!- zapytała przerażona dziewczyna, podbiegając do mnie.
-nic.. jak zwykle wszystko zjebałam
-a gdzie jest Harry?- przerwał nam zdenerwowany Louis
-nie wiem. Wyszedł gdzieś niedawno- odparłam bez żadnych emocji
-i zostawił cię tutaj samą w takim stanie?!
#oczami Louis'a
Wybiegłem wkurzony z mieszkania. Myślałem, że jak znajdę Harry'ego to dam mu w twarz. Jak on mógł zostawić ją samą w takiej chwili?! Wiedziałem gdzie go szukać. Po niedługim czasie wszedłem do baru. Odnalazłem Harry'ego wzrokiem przy barze. Siedział i pił. Zapłaciłem za niego i bez słów za bluzę wyprowadziłem go na zewnątrz. Miałem ochotę walnąć mu z całej siły, żeby się ogarnął.
-Człowieku?! Powiedz mi, czy ty w ogóle myślisz?! Zostawiłeś ją samą w takim stanie?! Wiesz, że ona mogła się tam wykrwawić?! Zachowujesz się jak gówniarz! Tylko pojawia się problem, a ty po prostu wychodzisz!
-zasłużyła sobie na to..- mówił półprzytomny
-słucham?! Na co sobie zasłużyła?! Na to, żeby się tam wykrwawić, czy na potraktowanie jej jak szmatę?! Zachowałeś się jakby ona dla ciebie nic nie znaczyła, a przecież jesteście dla siebie najważniejsi! Mówiłeś, że ją kochasz!
-i co z tego?
-ty jesteś żałosny! Co z tego?! Weź się już zamknij, bo nie mogę tego słuchać. porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz.
Wsadziłem go do samochodu i po 10 minutach byliśmy pod blokiem. Zaprowadziłem go do nas, bo nie chciałem, żeby Anka oglądała go w takim stanie.
#oczami Harry'ego
Gdy się obudziłem zegar wskazywał 8.28. Myślałem, że głowa mi eksploduje. Całą noc przed oczami miałem obraz Ani z żyletką w ręku i krwią dookoła. Wszystko dokładnie pamiętałem. No może nie wszystko, bo nie pamiętam co się działo później. Musiałem się nieźle napić. Pamiętam tylko Louis'a krzyczącego na mnie. Zachowałam się jak debil. Chciałem jeszcze raz z nim porozmawiać.. tak na trzeźwo. Wiem, że wczoraj mi się należało.
-jak się czujesz?- zapytał wchodzący do pokoju Tommo. Chyba przywołałem go myślami.
-beznadziejnie
-i dobrze. Należało ci się. Teraz trochę się pomęcz.
-wiem, że mi się należało. I dzięki za to co wczoraj zrobiłeś.. no wiesz, że przyjechałeś po mnie i mnie opieprzyłeś. Zasłużyłem na to.
-od czego ma się przyjaciół? A teraz idź się trochę ogarnij, bo ktoś na ciebie czeka.
Lou wyszedł, a ja udałem się do łazienki. umyłem twarz zimna wodą i wziąłem coś od bólu głowy.
Niepewnie wyszedłem z pokoju i poszedłem do pomieszczenia z którego było słychać rozmowy. Uśmiechnąłem się gdy znów usłyszałem ten piękny głos.
___________________________________________________________
Wiem, rozdział jest beznadziejny, ale jest jaki jest. Przepraszam z błędy :) Love Ya xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz